Fot. Redakcja
DSC_0202
Fot. Redakcja
Bukowiecki: Wolę startować niż trenować
O celach na ten sezon, wielu wyzwaniach, wynikach matur, dalszej nauce i zmianie warty w polskim pchnięciu kulą rozmawiamy z Konradem Bukowieckim, mistrzem Polski w tej specjalności. Rozmowa przeprowadzona chwilę po zakończeniu konkursu w Bydgoszczy
Dyscyplinę wspiera:
Tomasz Więcławski
4 Lipiec, 2016 22:09

Zostałeś mistrzem Polski seniorów w pchnięciu kulą. Jakie to uczucie?

Fajna sprawa, jestem bardzo zadowolony. Po to przecież człowiek startuje, żeby wygrywać. Udało mi się dzisiaj, chociaż moje mistrzostwa Polski są dopiero za tydzień.

Liczyliśmy może na troszeczkę dalsze pchnięcia, bo w tym roku cała Polska czołówka prezentuje świetny poziom.

20.43 dało tylko brązowy medal i jesteście zawiedzeni? Dwie osoby przekroczyły 20.50. Przestańcie. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że konkurs stał na słabym poziomie. Źle mówicie (śmiech).

Dzisiejsze zwycięstwo to twój kolejny wielki sukces, skalp na sportowej drodze.

Cieszę się bardzo. Na MP nie liczy się wynik, bo ten nie był rekordowy, ale miejsce. 20.80 w moim wykonaniu to nie jest wcale słaby rezultat. Nie ukrywam jednak, że celuje w lepsze rezultaty, dalsze pchanie. Jest jednak jeszcze na to czas, żeby one przyszły. Najważniejsze są Igrzyska Olimpijskie i Mistrzostwa Świata juniorów.

Jesteśmy świadkami na mistrzostwach kraju zmiany pokoleniowej. Dziś z Michałem Haratykiem zostawiliście w pokonanym polu Tomasz Majewskiego, żywą legendę naszego pchnięcia kulą.

Troszeczkę mi przykro, że Tomek był trzeci. Przepraszam Michała, ale wolałbym, żeby Tomek był drugi na zakończenie jego kariery i startów w mistrzostwach. Ale on już swoje zrobił, nic nie musi nikomu udowadniać.

Nie daliście mu dzisiaj zdobyć złota…

Nie mogliśmy. Jakby tak było, to byśmy przyszli, rozdali medale. Majewski – pierwszy, Haratyk – drugi, Bukowiecki – trzeci. I poszli do domu. Ale tak niestety, albo i stety nie jest. To wszystko rozstrzyga się w sportowej walce, którą dziś wygrałem.

Kończy się epoka Majewskiego a zaczyna Bukowieckiego?

Spokojnie. Nic jeszcze nie osiągnąłem. To fajny tytuł – mistrz Polski, ale zdecydowanie za szybko, żeby mnie umieszczać w takim zestawieniu. Oby jednak tak w przyszłości było.

W Amsterdamie będą dwa medale dla Polski w kuli?

Mam taką nadzieję. Tomek do Amsterdamu nie jedzie. Jadę ja i Michał Haratyk. Będziemy wysoko. Obym był wyżej. Dla obu starczy miejsca na podium.

Niewielu się spodziewało, że dożyjemy takich czasów, że trzech Polaków może realnie myśleć o wysokich miejscach w rywalizacji międzynarodowej.

Pchnięcie kulą ma u nas bardzo długą i bogatą tradycję. Mam nadzieję, że będę mógł ją jak najdłużej z sukcesami podtrzymywać i rozwijać.

David Storl będzie najgroźniejszym rywalem na ME?

Oprócz Michała Haratyka na pewno. Jest jednak sporo kulomiotów z krajów bałkańskich, którzy nie śpią i też myślą o wysokich lokatach. To są mistrzostwa. One rządzą się swoimi prawami. Zobaczymy, jak będzie.

Mówiłeś kiedyś, że z trenerem (ojcem) umiecie tak pracować, żeby przygotować dwa szczyty formy w jednym sezonie.

A ja w tym roku muszę aż trzy (śmiech). To już zostawiam mojemu tacie. Ja będę robił to, co on mi mówi. On wie co robi. Z doświadczenia wiem, że to możliwe. Damy radę.

Miałeś kiedyś w jednym sezonie więcej startów?

Nie wiem. W tym roku jest ich bardzo dużo. Pomału się to uspokaja. Po ME jeden start w Cetniewie, potem MŚ juniorów, znów jeden start i igrzyska. Nudził się nie będę, ale jestem takim zawodnikiem, który na starty i sezon wyczekuje, więc nie narzekam. Wolę startować niż trenować. Kręci mnie to, jara.

Co z twoją szkołą?

Już ją skończyłem.

Ale teraz ponoć idziesz do szkoły policyjnej?

Wybieram się do Wyższej Szkoły Policji, ale to studia cywilne. Teraz czekam na wyniki matur. Nie spodziewam się fajerwerków, ale też nie sądzę, aby był czerwony kolor i informacja, że nie zdałem. Trzeba poczekać na oficjalne wyniki. Idę na studia i będę się uczył.