Fot. fivb.org
kolosinska
Fot. fivb.org
Kinga Kołosińska: Jesteśmy specyficzne, bo nie mamy ze sobą problemów
O mijającym sezonie, występie w Rio de Janeiro, popularności dyscypliny w Polsce oraz celach na najbliższe miesiące opowiedziała nam połowa naszego najlepszego żeńskiego duetu w siatkówce plażowej - Kinga Kołosińska, która na co dzień występuje w parze z Moniką Brzostek.
Jarosław Więcławski
6 Wrzesień, 2016 21:35

Na początek gratuluję piątego już tytułu mistrzyń Polski. We Wrześni pokazały panie, że nie macie w kraju sobie równych.

Dziękuję bardzo. Do Wrześni jechałyśmy właśnie z takim założeniem, aby obronić ten tytuł. Można powiedzieć, że jeszcze byłyśmy w miarę dobrej dyspozycji po igrzyskach. Ogólnie nie ma dużo par w Polsce, które grają cały sezon. Są tylko dziewczyny – Dorota Strąg i Jagoda Gruszczyńska, które zajęły w MP trzecie miejsce. Każdy z nas ma inne cele. Cieszymy się jednak z tego, że po raz kolejny zdobyłyśmy tytuł.

Turniej wyglądał trochę jak spacer. Pięć spotkań, zero przegranych setów. Zastanawiam się jak w ciągu tych pięciu lat zmieniał się poziom żeńskiej siatkówki plażowej w Polsce? Konkurencja, wbrew tym wynikom, z roku na rok jest silniejsza?

Myślę, że na samym początku, gdy zaczynałyśmy, ten poziom był trochę wyższy. To wszystko ma związek z turniejami, które są w Polsce mało opłacalne. Dziewczynom z hali nie opłaca się jeździć po całym kraju, żeby w nich grać. Liczba dziewczyn, które grają w plażówkę jest bardzo mało, stąd też poziom nie może być wysoki.

Cztery lata temu Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel przecierali szlaki w Londynie. Między innymi ich dobre wyniki sprawiły, że dziś zainteresowanie dyscypliną jest większe, a poziom wśród mężczyzn rośnie. W duecie z Moniką Brzostek przechodzą Panie podobną drogę. Czy jest możliwe, że za 4 lata w Tokio wystąpią dwie żeńskie pary?

Na pewno są takie plany, aby w Tokio wystąpiły dwie żeńskie pary. Cztery lata to taki okres, w którym można się przygotować. Trenerzy już kompletują składy, żeby faktycznie tak było. My mamy nadzieję, że rzeczywiście za cztery lata na IO wystąpią dwie żeńskie pary.

W Rio bardzo dobrze rozpoczęłyście turniej, choć grupa była silna. Skończyło się na 1/8 finału. Jak ocenia Pani wynik na turnieju olimpijskim?

Jadąc tam nie ustalałyśmy konkretnego wyniku, który chcemy zdobyć. Wiedziałyśmy, że grupę mamy ciężką, a przeciwniczki takie, z którymi czasem wygrywałyśmy, a czasem przegrywałyśmy. Naszym podstawowym celem było skupienie się na grupie. Wiadomo, że po tym jak wygrałyśmy dwa mecze w grupie, apetyt wzrósł. Byłyśmy bardzo blisko awansu do ćwierćfinału, ale niestety przegrałyśmy po walce w tie-breaku. Sam wynik, widząc, że była szansa na piąte miejsce, mógłby być lepszy. Jeżeli chodzi jednak o naszą grę – myślę, że nie mamy tu sobie nic do zarzucenia. Na boisku zrobiłyśmy wszystko, co mogłyśmy.

Debiutowi na IO towarzyszył stres? Rozmach imprezy jest nieporównywalny z innymi.

No właśnie o dziwo w ogóle się nie stresowałyśmy. Dużo słuchaliśmy od chłopaków o tym, jaka to impreza, jak to wygląda, a tak naprawdę, grając tam zwyczajnie cieszyłyśmy się siatkówką. Nawet przez chwilę nie było takiej sytuacji, żeby coś nas sparaliżowało. Z tego turnieju będziemy miały naprawdę dobre wspomnienia.

IO są wyjątkowe nie tylko ze względu na rangę zawodów. W sierpniu o wielu sportowcach było po prostu głośniej. To dobra okazja do promocji wielu dyscyplin, choć często po IO wszystko wraca do normy i na podobny rozgłos znów trzeba czekać cztery lata.

Plażówka faktycznie jest chyba takim sportem niszowym, choć zauważamy, że zainteresowanie nią z roku na rok jest większe. Może IO też pomogą i ludzie częściej będą zwracać uwagę na ten sport, w szczególności u nas w żeńskiej. Wiadomo jednak, że w tym momencie wróciłyśmy do tego, co było dawniej. Osoby, które były związane, zawsze będą się pytały, o to co się u nas dzieje.

Nie było nigdy zastawiania się nad tym czy nie zająć się siatkówką halową?

Na pewno nie mamy teraz takich myśli. Za długo jesteśmy w plażówce. Poza tym ten wybór jest związany z naszymi warunkami fizycznymi. To jest już całkowicie inna siatkówka. Na halę z pewnością już nie wrócimy.

Prowadzicie stronę internetową, aktywnie działacie na profilach społecznościowych. Pokazujecie dyscyplinę od kuchni, co chyba jest najlepszym możliwym kontaktem z fanami.

Tak, próbujemy tam działać, chociaż mamy z tym problem. Nie jesteśmy zbyt prospołecznościowe. Próbujemy coraz więcej pokazywać od kuchni, ale też samych wyników, bo czasem trzeba wiedzieć też, gdzie wejść, aby mieć więcej informacji o tym, z kim i o której gramy. Dzięki portalom jesteśmy bliżej fanów i możemy pokazywać, gdzie aktualnie jesteśmy i co się u nas dzieje.

Śledząc waszą relację widać, że to nie tylko ciężka harówa, ale także dużo dobrej zabawy. Wszystkie najpiękniejsze plaże świata już chyba Panie odwiedziły.

Turnieje odbywają się w bardzo ładnych miejscach, co nas cieszy oczywiście. Nie zawsze mamy czas, żeby te warunki wykorzystać, choć mam nadzieję, że się to zmieni. Liczymy na to, że w kolejnych sezonach tych okazji na spędzanie czasu nie tylko na graniu, ale także poznawaniu miejsc, gdzie jesteśmy, będzie więcej.

W siatkówce plażowej nie da się osiągnąć sukcesu bez wzajemnego zrozumienia. W duecie oba ogniwa muszą się doskonale rozumieć. Spędzając ze sobą tyle czasu na treningach, zawodach, nie dochodzi jednak czasem do sytuacji, w których ma się dość partnerki?

My akurat jesteśmy takie specyficzne, że nie mamy ze sobą problemów. Chyba na palcach jednej ręki można policzyć, ile razy pokłóciłyśmy się w ciągu ostatnich lat. Jest to nawet trochę śmieszne. Jesteśmy bardzo zgrane, bardzo dobrze się rozumiemy. Nawet, gdy mamy jakieś złe dni, to wiemy co można robić, a czego nie można. Mam nadzieję, że tak zostanie.

Ten sezon powoli dobiega końca. Wybiegacie już myślą do kolejnego, zastanawiacie się nad kolejnymi celami czy na razie głównie myślicie o tym, by wreszcie móc odpocząć?

Chciałybyśmy odpocząć. Przez kilka miesięcy będziemy miały wolne od treningów na plaży. Teraz przed nami długo oczekiwane wakacje. Musimy dać sobie chwilę luzu psychicznego i wypocząć po wyczerpującym sezonie.

Na ile wpływ na wyniki odniesione w tym sezonie miała kontuzja?

Nie grałyśmy przez to w kilku turniejach, co wybiło nas z rytmu. Na wyniki duży wpływ miało także to, że to był rok olimpijski. Nasi trenerzy szykowali formę na sierpień. Inne rezultaty były sprawą drugorzędną. Nie chodziło o to, jak będzie to wyglądało w maju czy czerwcu, na tourach, ale aby jak najlepszą dyspozycję przygotować na sierpień.

Gdyby w kilku słowach podsumować, jak przebiegał ten sezon?

Ciężki, długi, ale taki, w którym na końcu możemy być z siebie dumne.