Fot. fivb.org
Canadateamcelebrates
Fot. fivb.org
Krótkie pożegnanie ze stolicą Japonii
W ostatnim spotkaniu Światowego Turnieju Kwalifikacyjnego w Tokio Polacy spędzili na parkietu mniej czasu niż zazwyczaj. W trzech setach rozprawili się z reprezentantami Australii.
Tomasz Więcławski
5 Czerwiec, 2016 10:20

Polska – Australia 3:0 (25:21, 25:15, 27:25)

Polska: Nowakowski, Konarski, Łomacz, Buszek, Bieniek, Szalpuk, Gacek (l)

Australia: Zingiel, Roberts, Edgar, Mote, Walker, Sukochev, Perry (l)

Polacy wyszli na mecz z Australią w większości rezerwowym składzie. Z podstawowej szóstki na turnieju w Tokio na boisku pojawił się jedynie rozgrywający Grzegorz Łomacz. Wiadomo było, że nie będzie to łatwy mecz, bo Australia grała o awans na IO w Rio. Każde zwycięstwo dawało drużynie z Antypodów upragnione bilety do Brazylii. Nasza reprezentacja grała o nic, ale bez wątpienia dla wielu zawodników ten mecz, jak i wcześniejszy z Iranem był doskonałym sprawdzianem i szansą udowodnienie sztabowi szkoleniowemu, że są przydatni w tym zespole i powinny jechać na IO.

Na parkiecie od początku trwała wymiana mocnych ciosów. Grzegorz Łomacz często grał środkiem, a rywale byli bardzo skuteczni ze skrzydeł. Biało-czerwoni mylili się często z zagrywki i rywale na pierwszą przerwę techniczną schodzili wygrywając 8-6.

Potem jednak graliśmy równo i pewnie. Najwięcej punktów w naszym zespole do tego momentu – po trzy – zdobyli Piotr Nowakowski i Dawid Konarski. Prowadziliśmy po ataku Artura Szalpuka 14-12. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy prowadząc 3 punktami.

Taka przewaga utrzymywała się w kolejnej części seta. Dawaliśmy nadzieję rywalom swoimi nieskutecznymi atakami, ale zwycięstwo w tym secie nie było zagrożone. Pewnym atakiem seta ze środka z drugiej linii zakończył stawiający pierwsze kroki w reprezentacji Artur Szalpuk.

Obraz gry w drugiej partii znacząco nie uległ zmianie. Na pierwszą przerwę techniczną zeszliśmy prowadząc 8-5. A po punktowym serwisie Mateusza Bieńka było nawet 12-8. Trener Australijczyków poprosił o czas. W kolejnych akcjach kontynuowaliśmy dzieło zniszczenia rywali. Gdy schodziliśmy na drugą przerwę techniczną na tablicy wyników było 16-9.

Roberto Santilli kolejny czas wziął przy stanie 18-10. Grzegorz Łomacz konsekwentnie wykorzystywał dobrą postawę naszych środkowych, a sam popisał się nawet efektowną kiwką. Gdy blok dołożył Dawid Konarski, a rywale pomylili się w ataku prowadziliśmy 23-12.

Ten set – to absolutna dominacja „biało-czerwonych”. Partię zakończył skutecznym atakiem ze środka Mateusz Bieniek. Wygraliśmy 25-15.

Trzecia partia znacząco nie różniła się od dwóch poprzednich. Polacy, nawet grający w rezerwowym składzie, byli wyraźnie lepszy od rywali. Ci nie wyglądali na zawodników, którzy walczą o kwalifikację olimpijską. Nie pokazywali w tym meczu nic, za co powinny dostać bilety do Brazylii. Zerwali się w środku seta, ale z nadziei odzierał Australię skuteczny Dawid Konarski.

Rywale zwietrzyli szansę po kilku atakach ze środka i upolowaniu zagrywką Piotra Gacka. Zrobiło się nerwowo. Szczególnie dla Kanady. Pierwszy raz w tym meczu zapowiadała się wyrównana końcówka.

W niej rywalom zabrakło zimnej krwi. Biało-czerwoni łatwym zwycięstwem zakończyli trudny i długi turniej w Japonii.