Fot. Redakcja
DSC_8235
Fot. Redakcja
Lewandowski: Spełnię marzenie Bogusława Mamińskiego
O przedłużaniu się, wróceniu do starej szkoły, słabości do sztuk walki, ME i IO oraz metodyce treningów, po zdobyciu dwóch złotych medali mistrzostw kraju w Bydgoszczy rozmawialiśmy z naszym utytułowanym średniodystansowcem Marcinem Lewandowskim
Dyscyplinę wspiera:
Tomasz Więcławski
29 Czerwiec, 2016 19:08

Po mistrzostwach Polski wybieracie się na zgrupowanie wysokogórskie?

Tak. Do Sankt Moritz. Wszystko dzięki mojemu klubowi Zawiszy Bydgoszcz. Dziękuję mu przy okazji, że mogę na nie pojechać. PZLA sfinansuje bowiem dopiero obóz przed samymi igrzyskami a po ME. Chcemy już teraz jednak trochę formę „podbić”. Posiedzimy na wysokości i z „luzu” wystartujemy w Amsterdamie.

Wystartujesz w Amsterdamie na 1500 metrów? Do minimum troszeczkę zabrakło.

Wszystko wskazuje na to, że tak. PZLA już wyraziła na to zgodę, bo mam minimum na 800 metrów i europejskie na 1500. Zadecydujemy na miejscu, ale w Amsterdamie będę raczej biegał ten drugi dystans. Chociaż dwa okrążenia to dla mnie najważniejsza konkurencja na IO w Rio i wszystko co robimy wcześniej w tym sezonie to forma przygotowań do udanego startu w stolicy Brazylii.

Troszkę zmieniliście przygotowania przed tym sezonem?

Rzeczywiście. Ściślej trzeba określić, że wróciliśmy do poprzedniego modelu przygotowań. Chcemy postawić na moją najmocniejszą cechę, czyli wytrzymałość. Są takie szkoły, które mówią, że jak ma się dobrą wytrzymałość, to trzeba stawiać cały czas na rozwój szybkości. Klasyczne podejście jest jednak takie, żeby rozwijać cechę dominującą. To sprawdzało mi się przez lata i w tym roku do tego wróciliśmy. Ostatnie dwa sezony były dobre, bo w ubiegłym roku nawet pobiłem życiówkę, ale zawsze czegoś brakowało. Takiego błysku. Stara szkoła mi najlepiej oddawała i teraz też czuję się rewelacyjnie i wiem, że to jest to.

Kiedy forma w tym sezonie ma być najwyższa?

Mistrzostwa Europy są ważne, ale to jedynie środek do celu. Igrzyska są zdecydowanie najważniejsze. Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej. Zimę przepracowaliśmy bardzo mocno. Zresztą sporo zmieniliśmy w przygotowaniach. Najpierw były dwa miesiące ze sztukami walki. Potem zrezygnowałem z sezonu halowego, czego nie robiłem 9 lat. Długo wchodziliśmy w sezon, sporo pracowaliśmy nad wytrzymałością. Oczyściłem też głowę. Nie patrzę w przeszłość, a w przyszłość.

Przed imprezą czterolecia wielu zawodników stawia na sprawdzone rozwiązania, a nie eksperymentuje.

Ale tu chodzi o niuanse, a nie o rewolucję. Mój trener Tomasz Lewandowski wie co robi. W pełni mu ufam i wiem, że będzie dobrze. W Rio pokażę na co mnie stać.

Cała wasza grupa wygląda świetnie jak na razie, bo i Angelika Cichocka jest w rewelacyjnej formie.

Tylko się z tego powodu cieszyć. Widzę, jak ona trenuje. Wykonujemy wszyscy ogromną pracę i ona musi przynieść efekty. Dbamy o najdrobniejsze szczegóły i nakręcamy się wzajemnie. Motywacji nam nie brakuje.

W najbliższych sezonach będziesz się przedłużał?

Tak, to naturalne. Legenda naszej LA Bogusław Mamiński od juniora mówił mi, że idealny dla mnie dystans to 1500 metrów. Już za rok powinno spełnić się jego marzenie, bo po sezonie olimpijskim postawie na tę konkurencję. To w Polsce jest takie przeświadczenie, że 30-letni lekkoatleta już powinien kończyć karierę. A jak ktoś przejrzy wyniki na 1,5 kilometra, to szczyt formy przypada u najlepszych zawodników pomiędzy 29 a 33 rokiem życia. A że Kenijczycy najszybciej biegają mając 24 lata? Przecież realnie mają właśnie ok. 30-tki, co tylko potwierdza moje słowa.

A co z tymi sztukami walki? Odpowiada ci taki trening?

Zdecydowanie. Zawsze mnie do  nich ciągnęło. Może nie wyglądam, bo teraz uprawiam taki sport, jaki uprawiam (śmiech). Ale niewykluczone, że po skończeniu z LA zobaczycie mnie w klatce. Nie dam się tam łatwo, bo jestem zadziora.

KSW może zacierać ręce?

Jeszcze nie tak szybko (śmiech). Wcale nie jestem u schyłku swojej kariery lekkoatletycznej. Ale scenariusz, o którym mówicie może być możliwy. Możecie nie poznać mojej sylwetki.