Fot. Facebook.
12814495_1290792684281298_6148367983580135774_n
Fot. Facebook.
Marzyłam o koszulce Fraziski vam Almsick – Otylia Jędrzejczak (wywiad)
O życiu po życiu, gonieniu straconego czasu, pasji do psychologii, zacięciu w szkoleniu młodzieży, relacjach z podopiecznymi i powszechności pływania, z Otylią Jędrzejczak, wybitną polską pływaczką, multimedalistką MŚ i Igrzysk Olimpijskich, rozmawia Tomasz Więcławski
Tomasz Więcławski
25 Kwiecień, 2016 18:57

Tak Otylia Jędrzejczak opowiadała o planach na ten rok kilka tygodni temu, co zmieniło się w jej programie pracy z młodzieżą, o tym przeczytasz na 5kółek.pl już za kilka dni.

Kariera zawodnicza jest dla sportowca bardzo eksploatująca. Wszystkie pomysły na życie, które widać w Pani przypadku po jej zakończeniu, są takim gonieniem „straconego” czasu?

Trochę gonieniem, a trochę wykorzystywaniem tego, czego się w sporcie nauczyłam. Moim założeniem zawsze było przekazywanie wiedzy innym. Przez lata uczyłam się nastawienia do sportu, do połączenia życia i sportu. Psychologia jest moją pasją, a w tym obszarze się poruszamy. Miałam studiować w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, ale wybrałam studia na Międzynarodowym Uniwersytecie Olimpijskim na kierunku zarządzanie sportem w Soczi. Ale do tego pomysłu pewnie jeszcze wrócę. Pokazywanie pozytywnej strony sportu jest bardzo ważnym zadaniem, które stoi przed byłymi mistrzami. Fundacja, którą prowadzę, pozwala na pozyskiwanie środków na cel, jakim jest upowszechnianie idei sportu wśród dzieci i młodzieży. To niezwykle ważne wyzwanie, które stoi przed nami wszystkimi, jako społeczeństwem.

Ale chyba patrzy Pani na tę kwestię jeszcze szerzej?

Nie ukrywam, że moim marzeniem jest projekt „dwutorowa kariera”. Polega on na pomaganiu zawodnikom w przejściu z kariery do normalnego życia. Takiego trochę „życia po życiu”. Uważam, że to pole martwe, zupełnie niezagospodarowane. A trzeba dbać o to już wśród młodych adeptów sportu, licealistów. Ich świadomość w tej mierze jest niezwykle ważna. Nie można zaplanować komuś życia, ale można pomóc przez nie łatwiej przejść.

W Polsce korzysta się z doświadczenia gwiazd sportu?

Bardzo rzadko. Chyba, że zawodnicy sami wykażą inicjatywę i zaczną realizować jakiś pomysł. Mamy Artura Siódmiaka, który działa na polu upowszechniania sportu, Marcinów Możdżonka i Gortata czy mnie. Próbujemy swoimi pomysłami zarażać otoczenie. Wykładam na Akademii Wychowania Fizycznego i prowadzę zajęcia ze studentami. Otwieram przewód doktorski i chcę tę kwestię domknąć w cztery lata. To moje marzenie.

Toury, które Pani organizuje, w miastach nakręcają kolejne? Jak to działa?

Trochę tak jest, ale to głównie ludzie nakręcają siebie nawzajem. Gdy zrobiłam pierwszy Otylia Swim Tour w Rudzie Śląskiej to dostałam 600 zgłoszeń. A w projekcie bierze udział 100 zawodników i 100  rodziców. To jest projekt skierowany do dzieci i młodzieży, trenerów i rodziców. Bo oni wcale nie są mniej ważni. Są nieodłącznym elementem kariery, szczególnie młodego zawodnika. Oni też muszą się zaznajomić z psychologią sportu. Są tacy opiekunowie, którzy mają większe ambicje od swoich dzieci czy podopiecznych, nad czym też trzeba zapanować. Miasta nakręcają się wzajemnie. Byliśmy w 4 miastach w 2015 roku, przeszkoliliśmy 450 zawodników, 700 rodziców i 100 trenerów/nauczycieli wychowania fizycznego. Efekt był lepszy niż się spodziewałam. W tym roku mamy plan ambitniejszy – zrobienie tego w 10 miastach. Działam też w projekcie „Mistrzynie w szkołach”. Jest on skierowany do dziewcząt, gimnazjalistek i licealistek. Biorą w nim udział osoby nie trenujące, a bawiące się sportem. Chcemy im pokazać, że sport może uczyć szacunku dla drugiego człowieka, samego siebie, osób starszych. To szalony wiek i warto krzewić w tym okresie pozytywne wzorce, a lekcje wychowania fizycznego w naszym kraju wyglądają bardzo różnie. Projekty są super przyjmowane i w dalszym ciągu szukam chętnych do współpracy.

W piłkę czy siatkę się gra zazwyczaj.

Dokładnie. Część dziewczyn w siatkę czy „kosza” zagra, w piłkę nożną już sporadycznie. A my chcemy pokazać alternatywę. Znajdźcie sobie 10 metrów na sali i zróbcie coś dla siebie i poćwiczcie, gdy koledzy grają. Trzeba tylko wyznaczyć sobie cel i do niego dążyć. Tylko i aż.

Jak wielką motywacją dla dzieci i młodzieży jest spotkanie medalisty olimpijskiego, gracza NBA czy gwiazdy siatkówki? To moment przełomowy? Bo przecież sport to wiele poświęceń.

Zdecydowanie, sport to ogrom poświęceń i wyrzeczeń. Chociaż nie lubię tego słowa, bo zawsze mówię, że trzeba trenować z pasją, ale, nie oszukujmy się, są to poświęcenia. Takie spotkanie jest doskonałą motywacją do pracy. Czytam o tym w listach, które dostaję od rodziców. Po spotkaniu z nami młodzież przez 2-3 miesiące żyje tym cały czas. Gdy przychodzi chwila zwątpienia wyciągają kartkę z podpisem czy hasło i przypominają sobie ten moment. Gdy spotka się autorytet, to jest to niezwykły bodziec. Pamiętam, gdy sama byłam nastolatką i marzyłam o koszulce Franziska vam Almsick. Błagałam mamę, żeby kupiła mi ją. I ona to zrobiła. Przez lata trenowałam mając ją w szafie, a potem startowałam z nią na tych samych zawodach. To było coś niesamowitego.

Problemem bazy pod sport jest fakt, że dziś dzieci nie spędzają godzin na boisku, przy trzepaku czy bawiąc się w berka czy podchody. Z czego się to wzięło?

Dziś jest wiele innych atrakcji. Nie oszukujmy się. Za mojej młodości wybór był ograniczony (śmiech). Sport powszechny jest najważniejszy. Z dużej grupy wyłonimy mistrzów. Nikt nie powie, że jak weźmiemy 100 osób, to każda z nich będzie miała talent na miarę medali Igrzysk Olimpijskich, mistrzostw świata czy nawet Polski. Ale łatwiej będzie łowić jednostki do kolejnych etapów kształcenia. Te osoby trzeba umieć wyszukać i zatrzymać przy sporcie. Ale on spełnia też drugą, niezwykle istotną funkcję – kształtuje charakter młodego człowieka. Ci, którzy robią coś dla siebie 10-15 minut dziennie są bardziej zdyscyplinowani. Nie każdy będzie mistrzem, ale każdy może próbować nim być.

Relacja, która tworzy się między Panią a rodzinami dzieci, które przychodzą na spotkania, znacznie wykraczają poza sport.

To prawda. Wielu rodziców pisze do mnie nawet z pytaniami czy jest odpowiedni czas, żeby córce ściąć włosy. Wydają się to błahostki, ale to dla tych osób wiele więcej znaczy niż nam się wydaje.

Pływanie, podobnie jak bieganie czy piłka nożna, może być sportem dla wszystkich?

Jest sportem dla wszystkich. Kiedy ja zdobywałam medale, to byliśmy drugą uprawianą dyscypliną w Polsce. Teraz nieco spadliśmy, ale pływać może starszy i młodszy, grubszy i chudszy, wysoki i niski. To sport i aktywność dla wszystkich.

 

Wywiad został opublikowany na łamach „Tygodnika ABC”.