Fot. Facebook PZZ
339631_512591635423183_1735119373_o
Fot. Facebook PZZ
Nastawienie przed walką jest kluczowe – wywiad z Andrzejem Wrońskim
O braku kwalifikacji Damiana Janikowskiego, ostatnich zawodach eliminacyjnych w Stambule, szansach Polaków na medal w Rio oraz wspomnieniach z Seulu i Atlanty z dwukrotnym mistrzem olimpijskim Andrzejem Wrońskim rozmawia Jarosław Więcławski.
Jarosław Więcławski
29 Kwiecień, 2016 19:14
W kategoriach: Aktualności Wywiady Zapasy

Kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w zapasach prawie zakończone. Został już tylko jeden turniej w Stambule, a wciąż przepustki nie wywalczył żaden zapaśnik w stylu klasycznym. Sytuacja w tej konkurencji faktycznie teraz wygląda aż tak źle?

Rzeczywiście w trzech dotychczasowych kwalifikacjach nie udało się nam zdobyć paszportu na igrzyska. Bardzo liczyliśmy tutaj na Damiana Janikowskiego, brązowego medalisty z Londynu, ale niestety nie udało się. Zawodnik miał teraz słabszy moment. Moi zapaśnicy też nie zdobyli przepustki na tych turniejach. Została ostatnia szansa w Turcji, gdzie wystawimy dwóch zapaśników, którzy wywalczyli na ostatnich mistrzostwach Europy medale. W kategorii 85 kg Janikowskiego zastąpi Tadeusz Michalik, a w 75 kg wystąpi Edgar Babajan. Dodatkowo w 66 kg startował będzie Dawid Kareciński. Będziemy liczyć, że któryś z nich albo najlepiej wszyscy zdobędą kwalifikacje na IO w Rio.

Janikowski mówił po zawodach, że teraz ciężej wywalczyć kwalifikacje na igrzyska niż medal w samym turnieju. Zgodzi się Pan z tą opinią?

Jeżeli ktoś jest dobry i reprezentuje wysoki poziom sportowy, to wydaje mi się, że nie ma dla niego znaczenia, jaki jest system. Z mistrzostw świata kwalifikowała się pierwsza szóstka, z każdego turnieju kontynentalnego dwójka, a na ostatnim turnieju światowym trzech zawodników. Kolejne dwa miejsca zostaną przyznane w Stambule. Trudno myśleć o medalu, gdy ma się problem z zakwalifikowaniem do tego grona.

Na pewno jest trudno zdobyć kwalifikację, ale dla najlepszych zawodników, którzy reprezentują najwyższy poziom to wszystko jest do przeskoczenia.

Zapaśnik ogłosił, że chce startować w MMA. To dobra decyzja Janikowskiego?

Nie chcę podważać czyichś decyzji. Każdy jest kowalem swojego losu. Jeśli Damian ma takie aspiracje, to życzę mu powodzenia, ale myślę, że może jeszcze osiągnąć wiele wspaniałych sukcesów w zapasach.

Bierze Pan pod uwagę, że na igrzyskach faktycznie może zabraknąć polskiego reprezentanta w stylu klasycznym?

Oczywiście mogę sobie wyobrazić taki czarny scenariusz, aczkolwiek nie dopuszczam takich myśli do siebie. Przynajmniej jeden nasz zawodnik powinien wystąpić w Rio.

W turnieju na pewno wystąpi już sześciu naszych reprezentantów w stylu wolnym. Wśród kobiet w kategorii do 53 kg wystąpi Katarzyna Krawczyk, a do 69 kg brązowa medalistka z Pekinu Agnieszka Wieszczek-Kordus. Jakiego wyniku na igrzyskach możemy się po nich spodziewać?

Agnieszka Wieszczek faktycznie była już medalistką, więc zna już smak sukcesu olimpijskiego. Na pewno stać ją na zajęcie miejsca punktowanego. Może nie zdobędzie złotego medalu, choć przy dobrych układach ma szansę na podium. Myślę jednak, że powinna się znaleźć w pierwszej szóstce. Krawczyk również ma szansę na to, żeby znaleźć się w okolicach podium. Turniej olimpijski jest specyficzny. Ja w Seulu, na pierwszych igrzyskach, na które pojechałem, miałem 23 lata. Byłem nieznany, nie miałem sukcesów międzynarodowych, a skończyłem na pierwszym miejscu. To jest sport i walczy się do ostatniego gwizdka. Tu wszystko może się zdarzyć.

Panów w stylu wolnym reprezentować będą Magomedmurad Gadżijew (65 kg), Zbigniew Baranowski (86 kg), Radosław Baran (97 kg) i Robert Baran (125 kg). Któryś z nich może pokusić się o zdobycie medalu?

Największe szanse ma Gadżijew. Dagestańczyk jeszcze zanim otrzymał polski paszport, zdobywał już medale ME i MŚ. Już w naszych barwach zajął drugie miejsce na Igrzyskach Europejskich, a także wywalczył tytuł mistrza Europy. W Rio może powalczyć nawet o złoto. Nie wykluczam też tego, że pozostali nasi reprezentanci znajdą się w okolicach podium.

Wystąpił Pan na 4 igrzyskach, dwukrotnie stając na najwyższym stopniu podium. Pewnie trudno to ze sobą porównać, ale trudniej było zdobyć medal w debiucie czy powtórzyć ten wyczyn po 8 latach?

Najtrudniej było zdobyć medal po 4 latach. Obrona tytułu zawsze wiąże się z presją kibiców, kolegów, którzy czekają na to, że uda się powtórzyć to osiągnięcie.

W 1988 roku przed startem wierzyłby Pan, że przywiezie z Seulu medal?

Nie, na pewno przed samym startem nie myślałem, że mogę znaleźć się na podium. Tym bardziej w to nie wierzyłem, gdy przegrałem drugą walkę z Gruzinem Giedechaurim, który wtedy jeszcze występował w reprezentacji ZSRR. Sukces się zdecydowanie oddalił. Później zmierzyłem się jeszcze z obrońcą tytułu mistrza olimpijskiego, z Rumunem Vasilem Andreiem. Bardzo ważną rolę odegrało moje nastawienie. Mój trener powiedział mi, że nie mam nic do stracenia i po prostu muszę walczyć, iść po swoje, całkowicie odciąć się od wewnętrznych problemów. Pokonałem Rumuna, wygrałem także z reprezentantami USA i Jugosławii, a w finale o złoto walczyłem z Niemcem. Bardzo ważną rolę odegrała psychika. Ona jest ważna w 50%, a może nawet bardziej. Nastawienie przed walką jest kluczowe. Mam nadzieję, że nasi zawodnicy będą pamiętali o tym w Rio.

W Seulu właściwie na dobre rozpoczęła się Pana bardzo udana kariera. Może w Rio też któryś z Polaków zaskoczy?

Bardzo bym tego życzył każdemu zawodnikowi, który wystąpi na igrzyskach. Oby to był początek wielu wspaniałych karier sportowych, bo naprawdę warto trenować, walczyć i móc zdobywać medale.

W Atlancie był Pan jednym z trzech naszych złotych medalistów. W czterech kolejnych igrzyskach łącznie Polacy zdobyli dwa brązowe medale. Czyżby czasy, w których byliśmy potęgą w zapasach minęły bezpowrotnie?

Teraz zawodnicy mają mniej szans na zdobycie krążka na igrzyskach. Jak ja na nich startowałem to do zdobycia było 10 kompletów medali w stylu klasycznym oraz tyle samo w stylu wolnym. Od momentu, w którym do rywalizacji dołączyły kobiety, światowa federacja zmniejszyła liczbę kategorii olimpijskich. W każdym ze stylów rozgrywanych jest po 6 konkurencji. Myślę, że w najbliższym czasie będzie bardzo ciężko powtórzyć sukcesy, jakie udało nam się kiedyś osiągnąć.

Ciągle zdobywa Pan medale MŚ weteranów. Może pora wrócić do właściwych zawodów i pokazać jeszcze młodszym zawodnikom jak się walczy?

Nie, nie, dziękuję bardzo. Ja to zostawiam młodszym, niech oni walczą i zdobywają medale. Moje starty w weteranach to dla mnie jakiś sposób sprawdzenia się. Nie podchodzę do tego już tak profesjonalnie, nie przygotowuję się specjalnie do tych zawodów. Jest to wspaniała chwila, gdzie możemy się spotkać i powspominać dawne czasy. Sama walka to już raczej drugoplanowa sprawa.