Fot. Alex Marcinkowski
DSC_0477
Fot. Alex Marcinkowski
Ojciec braci Zielińskich – „Ktoś podkłada synom świnię”
W Mroczy nikt nie może uwierzyć w to, co się dzieje. Rodzice Adriana i Tomasza Zielińskich są załamani. Wiedzą, jak wychowali swoich chłopców, a teraz słyszą, że ci są sportowymi oszustami. To bardzo boli i powoduje, że Zbigniew i Urszuła Zielińscy nie mogą od kilku dni zasnąć, a oczy mają opuchnięte od płaczu.
Tomasz Więcławski
12 Sierpień, 2016 16:27
Tagi:

Cała miejscowość jest zszokowana. Sąsiedzi i ludzie na rynku bronią swoich krajanów.

– Zawsze byli czyści, a teraz na igrzyska pojechali naszprycowani – pytają wprost ludzie. – To absurd. Przecież Adrian już jedno złoto olimpijskie ma. Teraz miałby drugie. Ktoś chce mu zagrodzić drogę do sukcesu.

Nikt jednak nie umie wprost powiedzieć kto. W tle jedna cały czas pojawia się znana w środowisku niechęć cześci osób w związku do braci pochodzących z Mroczy.

W ich domu próżno szukać emocji związanych z wyczekiwaniem na kolejny olimpijski start i sukces. Jest za to smutek, niedowierzanie i złość. Bo rodzice nie wierzą w winę swoich synów.

– Ktoś podkłada im świnię – mówi bez ogródek Zbigniew Zieliński, ojciec naszych sztangistów. – Otwarte zostaje tylko pytanie: kto? Chłopaki stracili dźwigając ciężary mnóstwo zdrowia. Tylko oni wiedzą ile poświęcili, żeby być na tym poziomie. A teraz wzięli specyfik rodem z lat 90-tych? Wiedząc, jak często są badani?

W taki scenariusz ojciec Adriana i Tomasza nie wierzy.

– Przecież Tomek wygrywał w tym sezonie wszystko – mówi mężczyzna. – Zawsze był badany, jak na mistrzostwach Europy, i nie było żadnych problemów z jego wynikami. A teraz została odpalona bomba. Nie wiemy, co stanie się z Adrianem, ale jeżeli to zaplanowana akcja, to i z nim nie będzie dobrze. Syn jest załamany. Siedzi w Brazylii, ale o niczym innym nie może myśleć. Tomek wrócił już do Polski, ale jak on ma się czuć? Przecież wie, że nic nie zrobił, a rzucono na niego takie oskarżenia.

Matka naszych sztangistów płacze od kilku nocy. Oczy ma podkrążone, zresztą ojciec też. Nigdy nie palił tyle, co teraz. Zdarza się, że i trzy paczki w ostatnich dniach to za mało.

– Życie im zmarnują – mówi ojciec. – Przecież człowiekowi pęka serce, jak to widzi. Oni są zawodnikami Zawiszy, mają etaty w wojsku. Co teraz  z tym będzie? Adrian ma zaplanowany na wrzesień ślub, jego narzeczona spodziewa się dziecka, chce założyć rodzinę. To dobry, poukładany chłopak. Najbardziej boli,  że z naszych chłopaków robi się teraz kretynów, którzy mieli szanse na medal, a wzięli nandrolon. Nie wierzę w to.  Moi synowie się nie koksowali.