Fot. Facebook PZZ.
210803_512590788756601_654493938_o
Fot. Facebook PZZ.
Polska zapasami stoi. Medalowa kopalnia
Gdy w 2013 roku pojawiła się informacja, że MKOL wycofa zapasy z programu igrzysk, wiele osób nie kryło oburzenia. Trudno się dziwić. Jedna z dyscyplin, która była rozgrywana jeszcze w starożytnych zawodach ostatecznie została uratowana. Dla nas to bardzo dobra informacja, bo do tej pory zdobyliśmy w niej aż 25 medali.
Jarosław Więcławski
25 Kwiecień, 2016 19:21

Na pierwszy krążek w zapasach musieliśmy czekać długo, ale było warto. W 1960 roku w Rzymie zaskoczył wszystkich Tadeusz Trojanowski. W stylu wolnym w wadze koguciej lepsi od niego byli tylko dwaj zawodnicy. W drodze po brąz Polak musiał pokonać trzech zapaśników i mieć trochę szczęścia – w jednej rundzie wylosował wolny los. Cztery lata później na igrzyskach debiutował kolejny medalista – Czesław Kwieciński. W Tokio nie poszło mu jeszcze tak dobrze. Powody do świętowania miał w Monachium w 1972 roku i cztery lata później w Montrealu. Z obu imprez wracał z brązem zdobytym w stylu klasycznym w wadze półciężkiej. Jeszcze lepiej na tych samych igrzyskach spisał się Kazimierz Lipień. W Niemczech również był trzeci. W Kanadzie w wadze piórkowej był już najlepszy, choć w samym turnieju przegrał jeden pojedynek.

Kazimierz przeszedł do historii jako pierwszy polski złoty medalista olimpijski w zapasach. Wraz z nim w wadze koguciej startował jego brat bliźniak – Józef. Swoich sił próbował na czterech IO. Sukces osiągnął na ostatnich – w 1980 roku w Moskwie, gdzie sięgnął po srebrny medal. Już w Kanadzie Polacy mieli na koncie trzy medale (brązowy w wadze ciężkiej wywalczył Andrzej Skrzydlewski), ale to w ZSRR zdobyliśmy ich najwięcej. Na słabiej obsadzonych igrzyskach w stylu klasycznym srebro wywalczyli jeszcze Roman Bierła (ciężka), Jan Dołgowicz (średnia) i Andrzej Supron (lekka). W stylu wolnym Władysław Stecyk (musza) był drugi, a trzecią pozycję zajęli Aleksander Cichoń oraz Adam Sandurski. Żaden z nich nie miał szans na powtórzenie tych wyników w Los Angeles, gdzie nasza kadra nie startowała.

W Seulu Polacy potwierdzili, że możemy na nich w zapasach liczyć. W stylu klasycznym przywieźli po medalu w każdym kolorze. Na najniższym stopniu podium w wadze półśredniej stanął Józef Tracz. Miejsce na pudle mu się spodobało i nie oddał go do końca swoich startów na igrzyskach. Z Barcelony wracał ze srebrem, a z Atlanty ponownie z brązem. To jedyny polski zapaśnik, który ma w dorobku trzy olimpijskie krążki. Do pełni szczęścia zabrakło tylko tego, aby każdy był lepszy od poprzedniego. Drugie miejsce w Seulu w wadze papierowej zdobył Andrzej Głąb, co było sporą sensacją. Nigdy wcześniej ani później nie zdobył żadnego krążka na ME i MŚ. W Seulu w wadze ciężkiej wielką karierę rozpoczął Andrzej Wroński. Złoto olimpijskie było jednym z wielu sukcesów, jakie osiągnął. Po kolejne sięgnął osiem lat później w Atlancie, a po drodze zebrał kilka innych krążków m.in. tytuł mistrza świata w 1994.

Przed Wrońskim drugie miejsce w Seulu zdobyli kolarze, którzy go zainspirowali. – Pamiętam, jak obserwowałem ich piękną jazdę, a potem patrzyłem z podziwem i zazdrością, jak dostają medale, jak wszyscy im gratulują, jak dziewczyny rzucają im się na szyje – wspominał na łamach sportunakaszubach.pl zapaśnik. – Myślałem sobie wtedy „jak fajnie byłoby zrobić to, co oni”. Kilka dni później przypomniałem to sobie i zdałem sprawę, że trzeba wierzyć, bo marzenia naprawdę się spełniają.

W Barcelonie jeszcze jednym bohaterem w stylu klasycznym był medalista w wadze średniej – Piotr Stępień. Igrzyska w Moskwie w 1980 roku zapisały się w historii jako te, na których zdobyliśmy najwięcej medali, ale to Atlanta była najbardziej złota. Prócz wspomnianego wcześniej Wrońskiego na najwyższym stopniu podium stanęli jeszcze Włodzimierz Zawadzki (piórkowa) oraz Ryszard Wolny (lekka). W wadze półciężkiej Jacek Fafiński był drugi. Zawadzki cztery lata wcześniej był czwarty. Walkę o brąz przegrał z Kubańczykiem, którego pokonał w finale w Atlancie. Wolny na igrzyska miał w ogóle nie jechać. Nie wywalczył miejsca w turnieju, ale otrzymał dziką kartę. Fafiński podobnie jak Stępień na igrzyskach startował raz. Obaj nie zawiedli.

Po latach sukcesów nadeszły lata posuchy. Z Sydney i Aten Polacy wracali bez medali. W stolicy Grecji po raz pierwszy rozegrano zapasy kobiet. Już w Pekinie odczuliśmy pozytywne skutki tej decyzji. Agnieszka Wieszczek przeszła do historii jako pierwsza Polka, która zdobyła medal olimpijski w tej dyscyplinie. – Czułam się świetnie, ostatnio przestały mnie nękać kontuzje – mówiła po zawodach „Gazecie Wyborczej”. – Technika zaczęła mi się układać. Jakoś przeczuwałam przed turniejem, że może być dobrze. Brąz wywalczyła w kategorii 72 kg w stylu wolnym.

Przed czterema laty 25. polski medal w zapasach zdobył Damian Janikowski, którego trenował Wolny. – Cztery z pięciu walk poszły po mojej myśli – relacjonował zawodnik na blogu w serwie natemat.pl – Wydaje mi się, że pokazałem jak się powinno zwyciężać. Słyszałem, że komentatorzy mówią, że wygrywałem w dobrym stylu. To ważne, ponieważ zapasy to widowiskowy sport i ja chcę to pokazywać. Mam nadzieję, że dzięki mnie ta dyscyplina stanie się w Polsce bardziej popularna.

W Rio de Janeiro zapaśnicy raczej nie nawiążą do największych polskich sukcesów, ale wierzymy, że uda im się podtrzymać dobrą passę. To mogą być trzecie igrzyska z rzędu, na których zdobędą medal.

Fotogaleria: