fot. Facebook
12795501_1172139246131534_5795374247734171671_n
fot. Facebook
Spieszy na pomoc pacjentom
O konsekwencji, planie na życie, połączeniu medycyny i sportu, walce o wygraną na każdym polu życiowym, wyborze profesji lekarskiej, szansach na resetowanie głowy, treningu w trudnych warunkach z Agatą Forkasiewicz, jedną z najszybszych sprinterek w Polsce, dwukrotną medalistką mistrzostw kraju i nadzieją na sukcesy w imprezach rangi mistrzowskiej oraz podporą sztafety 4x100 metrów, rozmawia Tomasz Więcławski
Dyscyplinę wspiera:
Tomasz Więcławski
25 Kwiecień, 2016 17:48

Jesteś coraz szybsza. Zdobyłaś dwa srebrne medale mistrzostw kraju. Na 60 i 200 metrów. Jest niedosyt, że nie złote?

Zawsze jest, bo po to się startuje, żeby wygrywać. Jestem szalenie ambitna i mi zależy. Udowadniam, że można na własnych planach treningowych, bez zgrupowań kadry i obozów zagranicznych, idąc swoim torem i studiując jednocześnie medycynę szybko biegać. To dla mnie bardzo ważne, bo stawiam sobie jasne cele.

To twoja decyzja, że nie korzystasz ze szkolenia centralnego?

Tak, moja. Studiując medycynę nie zawsze mogę zgrać swoje terminy z obozami kadry. To podstawowy powód. Jak widać nie jest to konieczne. Trzeba trzymać się jednego planu i mieć pełne zaufanie do trenera. Ja takie mam i są efekty.

Ty masz czas na cokolwiek innego poza sportem i nauką? Przecież łączenie medycyny i sportu wyczynowego jest niezwykle karkołomne.

Raczej mało. Cały wolny czas, który mam poświęcam na sport. Chcę czerpać z niego pełnymi garściami. Trenuję na czterdziestometrowym torze u nas we Wrocławiu, ale jak widać nie powoduje to, że nie mogę być coraz szybsza. A ja, jak się w coś angażuję, to na całego i bez półśrodków.

Ale jakoś resetować głowę od nauki i sportu musisz. Cały czas nie da się tym żyć.

12804804_1173275476017911_5695871376972698892_n

Agata Forkasiewicz/ fot. Facebook

Da (śmiech). Studiowanie takiego kierunku jest niezwykle czasochłonne. A gdy dołoży się do tego treningi biegowe, to czasu na cokolwiek innego w zasadzie nie ma. Ale przecież to sport jest moją pasją. Kocham biegać, realizuję się w tym i to jest mój odpoczynek. Chociaż zakładający zmęczenie fizyczne. Nauka to trening psychiczny, umysłowy, a bieganie to trening ciała, mięśni. To dobre połączenie.

Jesteś młodą dziewczyną, ale myślisz bardzo przyszłościowo. Sport się bowiem szybko kończy, a medycyna pozostanie.

Dokładnie. Szczególnie, że w sporcie wyczynowym, na najwyższym poziomie bardzo łatwo o kontuzję. Ona może zakończyć karierę z dnia na dzień. A z czymś człowiek musi pozostać na dalsze życie. W zeszłym roku w finale na 60 metrów doznałam kontuzji i wszystko się szybko posypało. A poza tym kariera, nawet bez kontuzji nie trwa wiecznie. Trzeba mieć w ręku jakieś umiejętności, żeby odnaleźć się po zakończeniu przygody ze sportem. Bo lekka atletyka jest dla mnie wspaniałą przygodą.

A ta medycyna – w jakim kierunku chcesz w niej iść?

Zastanawiam się nad radiologią, ale mam jeszcze trochę czasu na podjęcie ostatecznej decyzji. Ona zapadnie, ale dopiero jestem na trzecim roku, więc spokojnie.

Ale wymyśliłaś sobie ten kierunek studiów dawno?

Powiedzmy, że od najmłodszych lat dziecinnych wiedziałam, że będę to robić w życiu. Mam tradycje rodzinne w tej mierze (śmiech).

Jesteś niezwykle konkretna i konsekwentna. Wszystko w życiu masz zaplanowane?

Staram się mieć. Bez tego godzenie tak absorbujących czasowo dziedzin życia nie byłoby możliwe. Wszystko musi być poukładane i podporządkowanego celom. A te są jasne. Chcę być dobrym lekarzem ratującym ludzi i szybko, coraz szybciej biegać. A w sprincie w tym roku jest u nas coraz lepiej i możemy naprawdę stworzyć bardzo mocną drużynę. Każda z nas marzy o wygrywaniu, a nie oglądaniu pleców rywalek.

Życzę więc zwycięstw na każdym polu, bo widać po tobie, jak ambitną osobą jesteś i jak bardzo ci zależy.

Dziękuję, będę się starała robić wszystko, jak najlepiej potrafię.