Fot. Marek Żochowski/newspix.
WOJCIECH KOWALCZYK  I JERZY BRZECZEK - BARCELONA
FOT.MAREK ZOCHOWSKI
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Axel Springer Poland
Fot. Marek Żochowski/newspix.
Srebro polskich piłkarzy w Barcelonie
Przełom lat 80. i 90. nie był dobrym okresem dla polskiej piłki nożnej. Słabo spisywała się reprezentacja, brakowało klubowych sukcesów w europejskich pucharach. Nagle w 1992 roku pojawiła się iskierka nadziei na lepsze czasy. Na Igrzyskach Olimpijskich do finału doszła kadra prowadzona przez Janusza Wójcika. Jej marsz zatrzymali dopiero gospodarze.
Tomasz Kawczyński
12 Czerwiec, 2016 11:29

Wójcikowi udało się wyselekcjonować grupę zdolnych piłkarzy, którzy byli pewni siebie, a za swom trenerem poszliby w ogień. W chwili rozpoczęcia igrzysk kilku z nich – Wojciech Kowalczyk, Grzegorz Mielcarski, Tomasz Wałdoch, Andrzej Juskowiak, Dariusz Adamczuk, Jerzy Brzęczek – miało już za sobą debiut w pierwszej reprezentacji. Dodatkowo o sile drużyny stanowił bramkarz Aleksander Kłak oraz Marek Koźmiński, Piotr Świerczewski i Ryszard Staniek.

Niewiele by jednak brakowało, a Polska w ogóle nie pojechała do Barcelony. Po udanych eliminacjach w grupie (1. miejsce przed Anglią, Turcją i Irlandią), przyszedł blamaż w Danii (0-5). W Zabrzu nie udało się odrobić strat. Na szczęście na igrzyskach nie mogła grać Szkocja i „Biało-czerwoni” dzięki punktom zdobytym we wcześniejszych meczach wyprzedzili Holandię, Czechosłowację oraz Niemcy i po 16 latach wrócili na Olimpiadę.

W Hiszpanii rozpoczęło się od planowej wygranej z Kuwejtem (2-0; oba gole Juskowiaka). Potem przyszło nam grać z Włochami. Igrzyska z 1992 roku były pierwszymi, w których w turnieju piłkarskim mogli wystąpić tylko zawodnicy poniżej 23. roku życia. „Squadra Azzurra” nie przywiozła jednak przypadkowych piłkarzy. Trener Cesare Maldini miał do dyspozycji m.in. późniejszych wicemistrzów świata Dino Baggio i Demetrio Albertiniego.

Drużynie Wójcika poszło jednak nadwyczaj łatwo. Już w 5. minucie do siatki trafił Juskowiak, tuż po przerwie poprawił Staniek, a w końcówce wynik ustalił Mielcarski. Rozpędzeni „Biało-czerwoni” na koniec zmagań grupowych zremisowali 2-2 z USA (bramki Koźmińskiego oraz Juskowiaka), ale z pięcioma punktami zajęli pierwsze miejsce.

Od ćwierćfinałów Polacy grali już tylko na słynnym Camp Nou. O fazę pucharową potykaliśmy się z Katarem. Tu wynik otworzył Kowalczyk w 42. minucie. Na 2-0 podwyższył kwadrans przed końcem Marcin Jałocha. W półfinale wielu spodziewało się Szwecji, ale ostatecznie przyszło nam potykać się z Australią. „Socceroos” nie okazali się wymagającym przeciwnikiem. Przegrali aż 1-6, choć po pierwszym golu Kowalczyka odpowiedzieli trafieniem Carla Vearta. Przed przerwą bramkarza rywali pokonał jednak Juskowiak. Po zmianie stron strzelali już tylko piłkarze znad Wisły. Dwa kolejne gole dołożył Juskowiak, jednego Kowalczyk, a do własnej bramki piłkę wpakował jeden z australijskich obońców.

Finał okazał się jednym z najbardziej dramatycznych spotkań w najnowszej historii polskiego futbolu. Dopingowani przez 95,000 kibiców i króla Juana Carlosa Hiszpanie mieli w swoim składzie takich zawodników jak Luis Enrique, Pep Guardiola, Kiko, Abelardo czy Alfonso. Jednak to Polacy pierwsi zdobyli bramkę i schodzili na przerwę z prowadzeniem. Kowalczyk wykorzystał niefrasobliwość obrońców rywali, wyłuskał piłkę i skierował ją do siatki. Po przerwie gospodarze wzięli się do roboty. Kłaka pokonali Abelardo i Kiko. Polaków stać jednak było na zryw. W 76. minucie Staniek trafił na 2-2. Ostatnie słowo należało jednak do Hiszpanów. W 90. minucie w zamieszaniu podbramkowym futbolówka trafiła do Kiko, a ten posłał ją pod poprzeczkę.

Mimo finałowej porażki, srebrny medal był i tak ogromny sukcesem. Miał zwiastować lepsze czasy dla seniorskiej reprezentacji, ale długo nie przekładał się na awans do wielkiej imprezy. Nie dokonał tego jako selekcjoner Janusz Wójcik, udało się to dopiero podopiecznym Jerzego Engela. Na mundialu w 2002 roku w jego ekipie była trójka, która pamiętała tamte chwile z Barcelony (Wałdoch, Koźmiński, Świerczewski).