Fot. FIFA
Polska Montreal 1976  [FIFA]
Fot. FIFA
Srebro polskich piłkarzy w Montrealu
Drugi start polskich futbolistów pod wodzą Kazimierza Górskiego w Igrzyskach Olimpijskich poprzedził ogromny sukces na mistrzostwach świata w 1974 roku oraz wygrana rok później z Holandią w meczu uznawanym za najlepszy występ w historii reprezentacji. W 1976 roku do Montrealu „Biało-czerwoni“ jechali więc jako faworyci do złota.
Tomasz Kawczyński
9 Czerwiec, 2016 18:24

 

Selekcjoner zabrał do Kanady wielu medalistów z 1974 roku – Jana Tomaszewskiego, Kazimierza Deynę, Grzegorza Latę, Andrzeja Szarmacha, Władysława Żmudę, Henryka Kasperczaka, Jerzego Gorgonia, Antoniego Szymanowskiego, Kazimierza Kmiecika, Lesława Ćmikiewicza i Zygmunta Maszczyka. Brakowało Roberta Gadochy, który wypadł z kadry po wyjeździe do Francji. Zaledwie na liście rezerwowych był Zbigniew Boniek i obecny prezes PZPN ostatecznie na igrzyska nie pojechał.

Początkowo Polacy mieli w grupie rywalizować z Urugwajem, Nigerią i Iranem. Wycofanie się dwóch pierwszych reprezentacji poskutkowało zmianami i ostatecznie zagraliśmy tylko z Iranem oraz Kubą. Pierwsze spotkanie z ekipą z Karaibów zakończyło się niespodziewanym bezbramkowym remisem. Drugie, przeciwko Azjatom, „Biało-czerwoni“ wygrali 3-2 (2 gole Szarmach i bramka Deyny), choć do przerwy to rywali prowadzili 1-0. Styl był kiepski, ale pozwolił na awans do ćwierćfinału.

Przeciwnikiem w walce o strefę medalową była ekipa Korei Północnej. Okazałe zwycięstwo 5-0 (po 2 gole Szarmach i Laty oraz trafienie Szymanowskiego) pozwoliło wierzyć, ze końcowy triumf jest w zasięgu ręki. Potwierdziła to półfinałowa wygrana z Brazylią na stadionie w Toronto. Po trafieniach Andrzeja Szarmacha mecz zakończył się wynikiem 2-0.

O złoto Polacy potykali się z reprezentacją Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Nie była to europejska potęga, ale miała w swoich szeregach wielu uznanych graczy, ogranych na arenie międzynarodowej w kadrze i drużynach klubowych (Croy, Doerner, Kurbjuweit, Riediger).

W ostatniej chwili ze składu wypadł kontuzjowany Jerzy Gorgoń i miało to przełożenie na pierwsze minut finałowego meczu. Już po kwadransie rywale prowadzili 2-0. Zdenerwowany Jan Tomaszewski poprosił o zmianę i w bramce zastąpił go Piotr Mowlik. Ekipa Górskiego probówała odrobić straty, ale 31 lipca 1976 roku stać ją było tylko na zdobycie jednego gola. W 59. minucie głową do siatki piłkę skierował Grzegorz Lato. W końcówce wschodni Niemcy trzeci raz znaleźli sposób na polską obronę.

Nasi musieli przełknąć gorzką pigułkę, na pocieszenie została jedynie korona króla strzelców turnieju olimpijskiego dla Andrzeja Szarmacha. Srebrne medale nie zadowoliły kibiców w kraju. Spowodowało to odejście Kazimierza Górskiego, którego zastąpił Jacek Gmoch. On poprowadził Polskę na MŚ w Argentynie, ale to już zupełnie inna historia.