Fot. unitedworldwrestling.com
Zbigniew Baranowski
Fot. unitedworldwrestling.com
Zbigniew Baranowski: Myślę o złocie w Rio
O celu na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, szansach pozostałych polskich zawodników oraz początkach kariery rozmawialiśmy z 25-letnim zapaśnikiem Zbigniewem Baranowskim.
Jarosław Więcławski
29 Lipiec, 2016 21:15
W kategoriach: Aktualności Wywiady Zapasy

Cztery lata temu w Londynie nie startował żaden zapaśnik w stylu wolnym i dwie zapaśniczki. Teraz kadra jest bardzo liczna – jedzie was ósemka. Wygląda na to, że sytuacja przez ten czas znacznie się poprawiła.

Tak, zdecydowanie. Duży wpływ na to na pewno miał nowy trener – Yusup Abdusalamov. On inaczej poszedł do naszych treningów. Myślę, że głównie dzięki niemu teraz sytuacja tak dobrze wygląda.

W Rio zabraknie natomiast polskich klasyków. To wypadek przy pracy czy może poważne ostrzeżenie o stanie zapasów klasycznych w naszym kraju.

Nie bardzo chciałbym się na ten temat wypowiadać, bo mam za małą wiedzę na ten temat. Nie orientuję się jak to wygląda od wewnętrznej strony, ale w sporcie czasem tak bywa. Janikowski przecież w Londynie wywalczył medal, a teraz nie przebrnął przez kwalifikacje.

Z jakimi nadziejami Pan jedzie do Rio?

Tylko i wyłącznie myślę o złotym medalu. Uważam, że z innym nastawieniem człowiek w ogóle nie powinien się tam wybierać. Po to się jedzie na te igrzyska, by dać tam z siebie wszystko i je wygrać. To jednak jak się turniej potoczy, to zobaczymy już na miejscu.

Po których polskich zapaśnikach i zapaśniczkach możemy się w Rio spodziewać najwięcej?

Myślę, że po wszystkich. Nie byłem jeszcze na igrzyskach, ale dużo na ich temat rozmawiałem z uczestnikami i sporo osób mówi o tym, że te zawody rządzą się swoimi prawami. Tam może wydarzyć się wszystko. Każdy z nas ma szansę powalczyć o medale.

Istnieje taka opinia, że sam turniej jest łatwiejszy niż kwalifikację do niego.

Jest w tym dużo prawdy. W tych czasach bardzo trudno dostać się na IO. Zawodnicy z krajów słabszych, przykładowo z Włoch czy Hiszpanii, walczą z Rosjanami, a wiadomo, że tam są najmocniejsi zapaśnicy. Później z nimi trzeba walczyć na turniejach kwalifikacyjnych. Nie jest już tak jak kiedyś, że np. reprezentanci z krajów Ameryki Południowej czy Afryki byli znacznie słabsi. Teraz to czy zawodnik jest z Wenezueli czy z Egiptu ma mniejsze znacznie, z każdym trzeba o ten awans mocno walczyć.

Jak wyglądają ostatnie przygotowania do turnieju olimpijskiego?

Teraz jesteśmy na zgrupowaniu w Zakopanem. Jesteśmy tu do 8 sierpnia, a już 9 mamy wylot. Wcześniej trenowaliśmy w Szczyrku.

Igrzyska to chyba wydarzenie, które swoją rangą przewyższa wszystkie inne turnieje w zapasach. Ma Pan już poczucie, że jedzie na najważniejszą imprezę czterolecia?

Jest wiele dyscyplin, w których igrzyska są zdecydowanie najważniejszą imprezą. Nie liczę tu sportów drużynowych jak piłka nożna, siatkówka czy koszykówka. Myślę, że dla nich nie jest to tak ważne jak w przypadku sportów indywidualnych, lekkiej atletyki czy sportów walki.

Ranga tego wydarzenia powoduje, że dużą rolę w rywalizacji odegra psychika.

Sporo rozmawiałem z ludźmi, którzy już byli na IO. Według nich duży procent, nie wiem może 60-70, faworytów w danej dyscyplinie nie wytrzymuje ciśnienia. Psychika nie daje rady i się spalają. Głowa jest najważniejsza na tym turnieju.

Na swoim koncie ma Pan brązowy medal ME juniorów z 2011 roku. Trudno przeskoczyć z tej kategorii wiekowej do seniorów?

To są zupełnie inne bajki. Ja w seniorach walczę już 5 lat. Zdążyłem się już zaaklimatyzować wśród seniorów, ale na pewno poziom jest tu znacznie wyższy.

Jest Pan za młody, aby pamiętać świetne wyniki polskich zapaśników w Atlancie w 1996 roku. Występy starszych kolegów mógł Pan jednak śledzić na kolejnych igrzyskach. Miały one jakiś wpływ na wybór zawodowej drogi czy inspiracja przyszła z innej strony?

Jeszcze podczas igrzysk w Sydney czy Atenach nie myślałem o tym. Byłem jeszcze młodym chłopakiem. W 2000 roku nie zajmowałem się jeszcze zapasami. Trenować zacząłem rok przed igrzyskami w Grecji. Wtedy jeszcze nie myślałem o tym aż tak na poważnie. Nie wiedziałem, czy będę trenował dalej. Miałem wtedy 13 lat. Częściej o tym myślałem, gdy zbliżał się Pekin i Londyn. Wtedy faktycznie zacząłem nastawiać się na drogę zapaśnika i wyjazd w przyszłości na igrzyska. Przed Londynem jeszcze nie pojechałem na turniej kwalifikacyjny. Teraz na szczęście byłem brany pod uwagę i udało się wywalczyć przepustkę.

Nie myślał Pan nad wyborem innego sportu? O zapasach w Polsce robi się głośniej raz na cztery lata, przy okazji igrzysk, ale na co dzień nie jest to najpopularniejsza dyscyplina.

Zapasy nie są zbyt medialne. W telewizji raczej ich nie pokazują. Ale tak mniej więcej od 18 roku życia myślałem już tylko o zapasach. Nad wyborem innej dyscypliny czy jej zmianą w ogóle się nie zastanawiałem. Zaraziłem się tym i wiedziałem, że będę chciał iść wyłącznie w tym kierunku. Nie interesowała i nie interesuje mnie inna droga.